Społeczność
blog.ekologia.pl   Blogerzy   Ja i świat   "Ratujmy maluchy" - kto nosi plecak?
13

"Ratujmy maluchy" - kto nosi plecak?

Współczesne szkolnictwo i plecak ucznia.
W 2009 r. Lech Kaczyński zawetował ustawę obniżającą wiek rozpoczynania obowiązkowej nauki szkolnej z siedmiu do sześciu lat. Prezydent nie podpisał ustawy oświatowej, tłumacząc, że kryzys gospodarczy nie jest najlepszym okresem do przeprowadzania reformy oświaty. Uznał także, że sama ustawa powinna być lepiej przygotowana. Na prezydenckie weto liczyli rodzice zrzeszonymi w ruchu
"Ratujmy maluchy", którzy ostro sprzeciwiali się obniżeniu wieku szkolnego.

Ratujmy maluchy

Sceptyczni rodzice z organizacji obywatelskiej "Ratujmy maluchy", argumentują, że szkoły nie mają odpowiednich warunków lokalowych, by przyjąć sześciolatki. Szkoły nie będą też w stanie zaopiekować się dziećmi tak, by nie musiały one przesiadywać w przepełnionych świetlicach. Zdaniem rodziców maluchy i tak tam trafią, bo - o ile z przedszkola można odbierać dzieci po południu - pierwszoklasiści zazwyczaj kończą zajęcia już w południe.

Minęły 2 lata od weta Prezydenta i w piątek 16 września 2011 Sejm odrzucił wniosek o niezwłoczne przystąpienie do drugiego czytania obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty.

Projekt zakładał m.in. wycofanie się z wprowadzenia obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Głównym celem projektu obywatelskiego jest "przywrócenie stanu sprzed reformy edukacji", a co za tym idzie, oprócz zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków i obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków, także powrót do tzw. starej podstawy programowej nauczania i wychowania przedszkolnego. Zdaniem wnioskodawców, szkoły nie są wystarczająco przygotowane na przyjęcie dzieci młodszych.

Osobiście jestem za tym, aby sześciolatkom nie odbierano dzieciństwa i popieram ruch społeczny "Ratujmy maluchy". Dodatkowym problemem jest obciążanie dzieci od coraz młodszych lat m.in. noszeniem coraz to cięższegoo plecaka przez dzieci do szkoły. Faktycznie nikt nie waży każdego dnia takiego placaka (kilka lat temu moje dziecko chodziło do I klasy i nosiło szlenie cięzki pleacak z książkami w postaci podręczników i ćwiczeń oraz do tego zeszyty). Nówi sie o normach wagowych itd.. a;e praktycznie mało kto z nauczycieli czy Dyrekcji szkolnej, zastanawia się tym ile kilogramów książek, ćwiczeń i zeszytów w pleacku, dźwigają nasze dzieci. Kogo to faktycznie obchodzi?
Uczeń ma mieć podręczniki na każda lekcję, bo inaczej dostanie minusa (-), brak przygotowania do lekcji (np.), jedynkę (1) i do tego obniżone zachowanie.

Bezsilność, bezradność, bez mocy, bez możliwości

Co oznacza samo noszenie plecaka?
To typowa forma zniewolenia i narzucania coraz liczniejszych i obowiązków.

Warto wyobrazić sobie człowieka z plecakiem jako całość formy naszej sylwetki. Plecak to obciążenie – forma garbu jaki często sami sobie dokładamy w życiu. Jeśli nie ma konieczności noszenia plecaka (np. szkoła, turystyka), a my mimo to korzystamy z takiej formy, może to oznaczać fakt, iż są rzeczy z którymi trudno nam się rozstać, które jak ten posag – musimy stale mieć przy sobie. Jest coś z dawnych lat, co nie daje nam spokoju, o czym musimy wciąż rozpamiętywać i jako kara każdego dnia odprawiamy pokutę nosząc na plecach balast – ciężar zdarzenia z danych lat, z którym nie potrafimy się rozstać i zamknąć za nim drzwi. W późniejszym – dorosłym życiu mając w podświadomości wytłumaczenie „taki los” , wciąż nosimy obciążający balast na plecach. Podobnie jak w bajkach, aby przetrwać i nie zamarznąć zimą, stary człowiek musiał dźwigać na plecach chrust z lasu, a dzwonnik z NotreDame był napiętnowany w postaci garbu na plecach.

Dla większości dzieci i młodzieży szkoła jest pewną formą obciążenia właśnie w czasie najwspanialszych i niewinnych lat dzieciństwa. Aby wczesne lata nauki uprzyjemnić – ozdobić, odciągając myśli dziecka o przykrych obowiązkach szkolnych i kierując na miłe, bajkowe gadżety, projektuje się przeróżne ozdobne – „wesołe” plecaczki na podręczniki. One choć na chwilę pomagają zapomnieć o obciążeniach jakie dostał właśnie mały człowiek w swoim niewinnym, dziecięcym życiu. W tym przypadku plecak również oznacza bezsilność – nie ma możliwości uchylania się od obowiązków szkolnych – dziecko nie ma mocy, aby się temu przeciwstawić, jest bezradne i musi polegać na swoich rodzicach.

A co z sześciolatkami w szkole?
Czy faktycznie niezbędne jest im takie obciążenie już w wieku 6-ciu lat?
Czy będą od tego mądrzejsze?

Więcej szczegółów na temat: "A co jak nosimy każdego dnia plecak?" znajdziesz tutaj >>

Z dobrowolnego posyłania sześciolatków do szkolnej zerówki wynika, iż rodzice nie są zbytnio zachwyceni tym pomysłem, gdyż ledwo co czwarty sześciolatek poszedł w tym roku do szkoły, a z wyboru posyłania sześciolatków do I klasy, skorzystało zaledwie ok. 7% rodziców. Już dziś wiadomo, że pomysł ustawy narzucony na obecne nieprzygotowane szkolnictwo, był totalną pomyłką.

Zagadnieniem projektu m.in. o wycofanie się z wprowadzenia obowiązku szkolnego dla sześciolatków, Sejm zajmie się już w nowej kadencji, gdyż właśnie w piątek Sejm odbył ostatnie posiedzenie w tej kadencji. Pocieszeniem jest to, iż minister edukacji Katarzyna Hall powiedziała w Sejmie, że szkoły nie są gotowe na przyjęcie wszystkich sześciolatków naraz.

Ten wpis czytano 3509 razy.
Wypowiadasz się jako: niezalogowany

Dlaczego warto się zalogować?

  • Uzyskasz prosty dostęp do narzędzi portalu
  • Zautoryzujesz swoje wypowiedzi, stały NICK
  • Spopularyzujesz swoją osobę, AVATAR

Dlaczego warto się zarejestrować?

  • Dołączysz do społeczności ekologia.pl
  • Otrzymasz własną galerię i blog
  • Poznasz nowych ludzi o podobnych zainteresowaniach
Zaloguj sięZarejestruj się
Podpis:
Ocena:
  
Stosunek masy dziecka do plecaka jest taki jakby 80 kilogramowy mężczyzna nosił codziennie 45 kilo na plecach. Lepiej żeby nauczyciel poduktował materiał doz eszytu tak jak na studiach. I tak najlepsi uczniowie uczą się z notatek, nie z podręczników.
Asiunia - Środa, 27 Luty 2013 16:53
Za każdym razem kiedy tylko mogę, zdejmuję moim dzieciakom plecak z pleców, ale czy rzeczywiście takie zielone żabki, jak na zdjęciach w artykule, albo takie różowiutkie plecaczki naprawdę możemy uznać za symbol napiętnowania czy balastu? Czy nie jest to lekka przesada? Poza tym, zadaniem naszym - czyli rodziców, jest ten balast zdjąć, można to traktować jak formę pracy, przygotowywania dziecka do późniejszych obowiązków i dzielenie od najmłodzych lat czas dziecka na czas obowiązków (niekoniecznie przykrych) i czas zabawy...
Gość Mamusia - Środa, 01 Sierpień 2012 14:05
bardzo trafione jest stwierdzenie,że jest to forma zniewolenia - już od najmłodszych lat.Szkoła i tak zarzuca dzieciaki przesadzonym programem i spora ilością godzin więc jeśli do tego szkoła miałaby się rozpoczynać wcześniej to będzie po prostu zabranie dzieciom jednego roku z dzieciństwa - z wspaniałego okresu gdy uczą się postrzegać świat i budować relacje nie tyle na podstawie książek i regułek co np.rozmów z rodzicami.
Wydaje mi się że to bardzo cenny okres w życiu człowieka i nikt nie powinien go skracać przedwczesnym obowiązkiem chodzenia do szkoły.
Co do samych plecaków to można byłoby panu Premierowi czy ministrowi Oświaty wręczyć plecak - nieco większy i cięższy od dziecięcego ale odpowiedni waga podług gabarytów i możliwości dorosłego człowieka.
Podejrzewam że waga takiego plecaka byłaby przekonująca...
Jacek Kul - Środa, 21 Marzec 2012 22:36
"Ktoś powinien zrobić porządek z ciężkimi plecakami". Tak, najlepiej, żeby minister, albo premier przyjechali i zrobili porządek. Bo rodzice chcą być zwolnieni z działania, z myślenia też. W szkole moich dzieci, książki zostawia się w szkole, każde w swoje szufladzie, u znajomych też.

http://www.natemat.com.pl/dzieci-w-szkole.html
Gość pjan6 - Piątek, 10 Luty 2012 10:50
Podzielam zdanie Pani Renaty całkowicie i dodam, 1/3 nauczycieli to wyedukowany zawód i to z tych większość ma powołanie, reszta to z braku pracy siedzi na tego typu stanowiskach albo po znajomości...Jeśli robotnik fizyczny ma okresowe badania, to również nauczyciel czy profesor powinien przechodzić co roku testy psychologiczne, czy dalej nadaje się do nauczania dzieci, czy młodzieży...
Jerzy - MAREK KUJAWIAK - Poniedziałek, 26 Wrzesień 2011 22:03
TAK, Polska jest 100 lat za "murzynami" a mamy XXI wiek... większość szkół w ogóle nie są odpowiednio przygotowane do nauczania podstawowego, dzieci mają wypaczone kręgosłupy, większość jest nadpobudliwe i żle wychowywane (zwłaszcza przez rodziców)...w szkołach wysoko cywilizowanych krajach dzieci odrabiają lekcje w szkołach macierzystych i pozostawiają swoje rzeczy i przybory do nauki w tych szkołach... to jest nowoczesne i właściwe nauczanie...mówi się o bezstresowym nauczaniu i wychowywaniu dzieci... TAK, tylko najpierw muszą nauczyć się wychowawcy i nauczyciele jak te dzieci wychowywać bezstresowo.. powinni wszyscy nauczyciele przechodzić co roku testy psychologiczne czy nadają się do takiego nauczania i wychowywania...
Jerzy - MAREK KUJAWIAK - Poniedziałek, 26 Wrzesień 2011 21:54
No cóż....ja i moje dzieci rozpoczęły i skończyły jeszcze normalnie szkołe z odpowiednim ciężarem w plecaku w odpowiednim wieku tj. w siudmym roku i matura w 19 roku....i to rzekomo w złych czasach za tzw. " komuny".......a ja powiem, że to były super czasy ...miały w nazwie socjalizm....a więc ochronę ludzi od podstaw własnie....podstawowe książki...po jednej do każdego przedmiotu a nie po pięć tzw. cwiczeń....cwiczenia przerabiano na tablicy w klasie....a potem zadane cwiczenia w zeszycie w domu.....tornister wtedy ważył 2 do 2,5 kg a nie dziesięć....były to małe tornistry.... W szkole był lekarz i pielęgniarka i okresowe badania min.i kręgosłupa...i powiadamianie rodziców o ewentualnych początkach tzw. skoliozy i zapobieganiu jej....nie mówiąc o badaniu wzroku...czystosci skóry higienie włosów....i o szczepieniu które wtedy było bezpłatne.....a więc prawdziwe dbanie o socjalne potrzeby każdego ucznia i posunę saię dalej każdego człowieka....i to była równosc i prawdziwa wolnosc zwykłego człowieka.....Co dzis mamy...my zwykli ludzie....nic ...nawet jedzenie nie ma już tego smaku co wtedy....i jest skażone chemią po co ta wolnosc w nazwie skoro jej nie ma.....bo wszystko i tak zależy od tego co uchwali sejm i nawet prezydent nie ma tu nic do powiedzenia za dużo......tony przepisów....i nic juz dzis się nie robi tylko pochyla kark i czyta...czyta...czyta.....aby nadążyć za zmianami....a dziecko też tylko czyta...czyta...czyta dziesięć książek do jednego przedmiotu i dzwiga...dzwiga...dżwiga...garb niewoli na swych małych już plecach......?????
DAJANA Xxxxxxxxxx - Czwartek, 22 Wrzesień 2011 00:48
No cóż....ja i moje dzieci rozpoczęły i skończyły jeszcze normalnie szkołe z odpowiednim ciężarem w plecaku w odpowiednim wieku tj. w siudmym roku i matura w 19 roku....i to rzekomo w złych czasach za tzw. " komuny".......a ja powiem, że to były super czasy ...miały w nazwie socjalizm....a więc ochronę ludzi od podstaw własnie....podstawowe książki...po jednej do każdego przedmiotu a nie po pięć tzw. cwiczeń....cwiczenia przerabiano na tablicy w klasie....a potem zadane cwiczenia w zeszycie w domu.....tornister wtedy ważył 2 do 2,5 kg a nie dziesięć....były to małe tornistry.... W szkole był lekarz i pielęgniarka i okresowe badania min.i kręgosłupa...i powiadamianie rodziców o ewentualnych początkach tzw. skoliozy i zapobieganiu jej....nie mówiąc o badaniu wzroku...czystosci skóry higienie włosów....i o szczepieniu które wtedy było bezpłatne.....a więc prawdziwe dbanie o socjalne potrzeby każdego ucznia i posunę saię dalej każdego człowieka....i to była równosc i prawdziwa wolnosc zwykłego człowieka.....Co dzis mamy...my zwykli ludzie....nic ...nawet jedzenie nie ma już tego smaku co wtedy....i jest skażone chemią po co ta wolnosc w nazwie skoro jej nie ma.....bo wszystko i tak zależy od tego co uchwali sejm i nawet prezydent nie ma tu nic do powiedzenia za dużo......tony przepisów....i nic juz dzis się nie robi tylko pochyla kark i czyta...czyta...czyta.....aby nadążyć za zmianami....a dziecko też tylko czyta...czyta...czyta dziesięć książek do jednego przedmiotu i dzwiga...dzwiga...dżwiga...garb niewoli na swych małych już plecach......?????
DAJANA Xxxxxxxxxx - Czwartek, 22 Wrzesień 2011 00:48
No cóż....ja i moje dzieci rozpoczęły i skończyły jeszcze normalnie szkołe z odpowiednim ciężarem w plecaku w odpowiednim wieku tj. w siudmym roku i matura w 19 roku....i to rzekomo w złych czasach za tzw. " komuny".......a ja powiem, że to były super czasy ...miały w nazwie socjalizm....a więc ochronę ludzi od podstaw własnie....podstawowe książki...po jednej do każdego przedmiotu a nie po pięć tzw. cwiczeń....cwiczenia przerabiano na tablicy w klasie....a potem zadane cwiczenia w zeszycie w domu.....tornister wtedy ważył 2 do 2,5 kg a nie dziesięć....były to małe tornistry.... W szkole był lekarz i pielęgniarka i okresowe badania min.i kręgosłupa...i powiadamianie rodziców o ewentualnych początkach tzw. skoliozy i zapobieganiu jej....nie mówiąc o badaniu wzroku...czystosci skóry higienie włosów....i o szczepieniu które wtedy było bezpłatne.....a więc prawdziwe dbanie o socjalne potrzeby każdego ucznia i posunę saię dalej każdego człowieka....i to była równosc i prawdziwa wolnosc zwykłego człowieka.....Co dzis mamy...my zwykli ludzie....nic ...nawet jedzenie nie ma już tego smaku co wtedy....i jest skażone chemią po co ta wolnosc w nazwie skoro jej nie ma.....bo wszystko i tak zależy od tego co uchwali sejm i nawet prezydent nie ma tu nic do powiedzenia za dużo......tony przepisów....i nic juz dzis się nie robi tylko pochyla kark i czyta...czyta...czyta.....aby nadążyć za zmianami....a dziecko też tylko czyta...czyta...czyta dziesięć książek do jednego przedmiotu i dzwiga...dzwiga...dżwiga...garb niewoli na swych małych już plecach......?????
DAJANA Xxxxxxxxxx - Czwartek, 22 Wrzesień 2011 00:48
Kilka słów do tematu "plecak ucznia". "Gość" napisała: "Mój synek ma 10 lat i nosi 6kg plecak". Kto wie ile powinien przepisowo ważyć plecak ucznia?
Jeśli nasz 10-letni uczeń waży około 25kg (dziewczynki)do ok. 30 (chłopcy), to ile powinien maksymalnie ważyć ich szkolny plecaczek?

P.S.
Mój syn od I klasy nosił również strasznie ciężkie plecaki - nikt z tym nic nie zrobił w szkole - jak grochem o ścianę - temat wtapiał się gdzieś w szkolne mury i było po temacie.
Renata Zarzycka - Środa, 21 Wrzesień 2011 17:18
Masz racje "Gościu". Rok temu koleżanka prowadziła klasę dyplomową w Liceum Muzycznym (ze 20 lat temu pracowałyśmy razem). Miała bardzo zdolną muzycznie dziewczynę, która z przedmiotów zawodowych - muzycznych dostawała 6-stki. Problem w tym, że uczennica ta była słaba z matematyki. Moja koleżanka prosiła matematyka, aby dopuścił uczennicę do ukończenia szkoły i wystawił ocenę dosuszającą. Ukończenie szkoły, pozwalało na przystąpienie do dyplomu z przedmiotów muzycznych czyli ukończenie Szkoły Muzycznej II stopnia oraz do przystąpienia do matury. Nic z tego - młody matematyk argumentował, że dziewczyna jeśli nie zda matury z matmy - popsuje szkole statystyki - jak ostrzegała go Pani Dyrektor!!!
Dziewczyna została w klasie. W drugim roku nauki w klasie maturalnej, na II półrocze miała już ze 3 oceny niedostateczne. Nie dała rady uczyć się z uwagi na kłopoty rodzinne - mama chora w szpitalu a tato pracował za granicą. aby zarobić na rodzinę. Ona musiała wieczorami zdobywać pieniądze (grała na fortepianie w jednym z holi hotelowych) - dzięki temu opłacała stancję w i mogła chodzić do Liceum Muzycznego. Oczywiście oceny niedostateczne zablokowały możliwość ukończenia szkoły muzycznej II stopnia i uzyskania zawodu, jak również przystąpienia do matury.
Po co muzykowi czy plastykowi - ludziom artystycznie uzdolnionym potrzebna jest rozbudowana wiedza z chemii, fizyki, matematyki czy wielu innych przedmiotów?
To pytanie zadaje sobie od lat, ponieważ nie powinno tak być, że matematyka na całe życie blokuje komuś możliwość studiów na Akademii Muzycznej czy Sztuk Pięknych!
Takie pytanie zadała mi moja córka, która jest obecnie studentka jednej z polskich Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Tkaniny i Ubioru.

Tak właśnie promuje się w dzisiejszej Polsce talenty... i niszczy się wartościową młodzież, bo statystyka jest ważniejsza. Kilka lat temu był pewien Minister Szkolnictwa, który znacznie uprościł matury i dał szanse wielu ludziom, aby robili to w życiu w czym są najlepsi, aby mogli spełniać marzenia i uczyć się z pasją przedmiotów, jakie ich interesują. Taka uproszczona matura jednak nie podobała się innym. Z czasem coraz bardziej ją utrudniano aż w tym roku doszło do paradoksu - 1/4 uczniów nie zaliczyła matury!!!
Moim zdaniem to skandal co się dzieje w szkolnictwie i z roku na rok mam coraz większy szacunek do praktycznego ministra, których choć dla kilku roczników uczynił te dogodność, iż wiele ludzi dziś jest na studiach i spełnia swoje marzenia ucząc się - szczególnie na kierunkach artystycznych - z pasją!

Czy chodzi o to aby utrudniać naszej młodzieży ile się da?
Ale po co?

Kiedyś też pracowałam w tej szkole, ale to były zupełnie inne czasy - wychodziliśmy z komuny. Jako nauczyciele przedmiotów zawodowych zawsze przegłosowaliśmy większością głosów nauczycieli z ogólnych przedmiotów i zdolny uczeń przechodził dalej i mógł skończyć szkołę. Dziś to wszystko się zmieniło. Moim zdaniem jest znacznie gorzej w większości szkół - również sprawa dotyczy noszenia tych ciężkich plecaków!

Mam wrażenie, że dziś nie liczy się człowiek. Dziś w szkołach najważniejsze są statystyki, papiery ile to zajęć pozalekcyjnych - tzw. kółek nauczyciel prowadzi, w ilu to konkursach szkoła brała udział. A ten biedny nauczyciel zamiast skupić się na przedmiocie nauczania, musi dodatkowo po godzinach przesiadywać na tym czy tamtym kółku i zmuszać uczniów do przychodzenia - ale są też jakieś dyżury w soboty i niedziele w niektórych szkołach (np. muzycznych) itd... Za te godziny szkoła nie płaci - to w ramach skromnej pensji. Nie dziwię się niezadowoleniu wielu nauczycieli i frustracji, która może się później odbić na naszych dzieciach... niestety.

Renata Zarzycka - Środa, 21 Wrzesień 2011 16:48
Ja popieram słowa Janusza K. Mikke: dyrektorzy w szkołach są niepotrzebni. Nic nie robią, tylko faksy piszą albo na nie odpowiadają. Rozwiązać ministerstwo edukacji, ktore papuguje wzorce zagraniczne, w odbieraniu dzieciństwa dzieciom. 5 latki do zerówki! A na jakim poziomie są nasi ministrowie oświaty skoro nie potrafią przez tyle lat spapugować (wystarczy tylko tyle ) rozwiązań krajów europejskich w kwestii dźwigania plecaków? Może tłumacze nie radzą sobie z tekstem odp. ustawy, choćby ze Szwecji? A może są zbyt leniwi? Tak czy owak pan JKM ma rację. Takich ministrow, co nie dbają o własne dzieci polskie, to trzeba wywalić na zbity pysk, a budynek ministerstwa przeznaczyć na ośrodek rehabilitacji skrzywień kręgosłupa. Mój synek ma 10 lat i nosi 6kg plecak.
Gość - Wtorek, 20 Wrzesień 2011 09:46
Ktoś się powinien w końcu zabrać za sprawę plecaków, które noszą dzieci do szkoły. Jeśli ich waga nie powinna przekraczać 10% wagi ciała, to tak ma być i tyle w tym temacie. Czasem jak podnoszę placek mojego syna, to wydaje mi się, że sporo przekracza 10% ale mojej wagi, a różnica w naszych wagach wynosi mniej więcej 100%.
Gość Piotr Z. - Poniedziałek, 19 Wrzesień 2011 09:45