Współczesne szkolnictwo i plecak ucznia.
W 2009 r. Lech Kaczyński zawetował ustawę obniżającą wiek rozpoczynania obowiązkowej nauki szkolnej z siedmiu do sześciu lat. Prezydent nie podpisał ustawy oświatowej, tłumacząc, że kryzys gospodarczy nie jest najlepszym okresem do przeprowadzania reformy oświaty. Uznał także, że sama ustawa powinna być lepiej przygotowana. Na prezydenckie weto liczyli rodzice zrzeszonymi w ruchu "Ratujmy maluchy", którzy ostro sprzeciwiali się obniżeniu wieku szkolnego.

Sceptyczni rodzice z organizacji obywatelskiej "Ratujmy maluchy", argumentują, że szkoły nie mają odpowiednich warunków lokalowych, by przyjąć sześciolatki. Szkoły nie będą też w stanie zaopiekować się dziećmi tak, by nie musiały one przesiadywać w przepełnionych świetlicach. Zdaniem rodziców maluchy i tak tam trafią, bo - o ile z przedszkola można odbierać dzieci po południu - pierwszoklasiści zazwyczaj kończą zajęcia już w południe.
Minęły 2 lata od weta Prezydenta i w piątek 16 września 2011 Sejm odrzucił wniosek o niezwłoczne przystąpienie do drugiego czytania obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty.
Projekt zakładał m.in. wycofanie się z wprowadzenia obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Głównym celem projektu obywatelskiego jest "przywrócenie stanu sprzed reformy edukacji", a co za tym idzie, oprócz zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków i obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków, także powrót do tzw. starej podstawy programowej nauczania i wychowania przedszkolnego. Zdaniem wnioskodawców, szkoły nie są wystarczająco przygotowane na przyjęcie dzieci młodszych.
Osobiście jestem za tym, aby sześciolatkom nie odbierano dzieciństwa i popieram ruch społeczny "Ratujmy maluchy". Dodatkowym problemem jest obciążanie dzieci od coraz młodszych lat m.in. noszeniem coraz to cięższegoo plecaka przez dzieci do szkoły. Faktycznie nikt nie waży każdego dnia takiego placaka (kilka lat temu moje dziecko chodziło do I klasy i nosiło szlenie cięzki pleacak z książkami w postaci podręczników i ćwiczeń oraz do tego zeszyty). Nówi sie o normach wagowych itd.. a;e praktycznie mało kto z nauczycieli czy Dyrekcji szkolnej, zastanawia się tym ile kilogramów książek, ćwiczeń i zeszytów w pleacku, dźwigają nasze dzieci. Kogo to faktycznie obchodzi?
Uczeń ma mieć podręczniki na każda lekcję, bo inaczej dostanie minusa (-), brak przygotowania do lekcji (np.), jedynkę (1) i do tego obniżone zachowanie.
Bezsilność, bezradność, bez mocy, bez możliwości
Co oznacza samo noszenie plecaka?
To typowa forma zniewolenia i narzucania coraz liczniejszych i obowiązków.
Warto wyobrazić sobie człowieka z plecakiem jako całość formy naszej sylwetki. Plecak to obciążenie – forma garbu jaki często sami sobie dokładamy w życiu. Jeśli nie ma konieczności noszenia plecaka (np. szkoła, turystyka), a my mimo to korzystamy z takiej formy, może to oznaczać fakt, iż są rzeczy z którymi trudno nam się rozstać, które jak ten posag – musimy stale mieć przy sobie. Jest coś z dawnych lat, co nie daje nam spokoju, o czym musimy wciąż rozpamiętywać i jako kara każdego dnia odprawiamy pokutę nosząc na plecach balast – ciężar zdarzenia z danych lat, z którym nie potrafimy się rozstać i zamknąć za nim drzwi. W późniejszym – dorosłym życiu mając w podświadomości wytłumaczenie „taki los” , wciąż nosimy obciążający balast na plecach. Podobnie jak w bajkach, aby przetrwać i nie zamarznąć zimą, stary człowiek musiał dźwigać na plecach chrust z lasu, a dzwonnik z NotreDame był napiętnowany w postaci garbu na plecach.
Dla większości dzieci i młodzieży szkoła jest pewną formą obciążenia właśnie w czasie najwspanialszych i niewinnych lat dzieciństwa. Aby wczesne lata nauki uprzyjemnić – ozdobić, odciągając myśli dziecka o przykrych obowiązkach szkolnych i kierując na miłe, bajkowe gadżety, projektuje się przeróżne ozdobne – „wesołe” plecaczki na podręczniki. One choć na chwilę pomagają zapomnieć o obciążeniach jakie dostał właśnie mały człowiek w swoim niewinnym, dziecięcym życiu. W tym przypadku plecak również oznacza bezsilność – nie ma możliwości uchylania się od obowiązków szkolnych – dziecko nie ma mocy, aby się temu przeciwstawić, jest bezradne i musi polegać na swoich rodzicach.
A co z sześciolatkami w szkole?
Czy faktycznie niezbędne jest im takie obciążenie już w wieku 6-ciu lat?
Czy będą od tego mądrzejsze?
Więcej szczegółów na temat: "A co jak nosimy każdego dnia plecak?" znajdziesz tutaj >>
Z dobrowolnego posyłania sześciolatków do szkolnej zerówki wynika, iż rodzice nie są zbytnio zachwyceni tym pomysłem, gdyż ledwo co czwarty sześciolatek poszedł w tym roku do szkoły, a z wyboru posyłania sześciolatków do I klasy, skorzystało zaledwie ok. 7% rodziców. Już dziś wiadomo, że pomysł ustawy narzucony na obecne nieprzygotowane szkolnictwo, był totalną pomyłką.
Zagadnieniem projektu m.in. o wycofanie się z wprowadzenia obowiązku szkolnego dla sześciolatków, Sejm zajmie się już w nowej kadencji, gdyż właśnie w piątek Sejm odbył ostatnie posiedzenie w tej kadencji. Pocieszeniem jest to, iż minister edukacji Katarzyna Hall powiedziała w Sejmie, że szkoły nie są gotowe na przyjęcie wszystkich sześciolatków naraz.











Wydaje mi się że to bardzo cenny okres w życiu człowieka i nikt nie powinien go skracać przedwczesnym obowiązkiem chodzenia do szkoły.
Co do samych plecaków to można byłoby panu Premierowi czy ministrowi Oświaty wręczyć plecak - nieco większy i cięższy od dziecięcego ale odpowiedni waga podług gabarytów i możliwości dorosłego człowieka.
Podejrzewam że waga takiego plecaka byłaby przekonująca...
http://www.natemat.com.pl/dzieci-w-szkole.html
Jeśli nasz 10-letni uczeń waży około 25kg (dziewczynki)do ok. 30 (chłopcy), to ile powinien maksymalnie ważyć ich szkolny plecaczek?
P.S.
Mój syn od I klasy nosił również strasznie ciężkie plecaki - nikt z tym nic nie zrobił w szkole - jak grochem o ścianę - temat wtapiał się gdzieś w szkolne mury i było po temacie.
Dziewczyna została w klasie. W drugim roku nauki w klasie maturalnej, na II półrocze miała już ze 3 oceny niedostateczne. Nie dała rady uczyć się z uwagi na kłopoty rodzinne - mama chora w szpitalu a tato pracował za granicą. aby zarobić na rodzinę. Ona musiała wieczorami zdobywać pieniądze (grała na fortepianie w jednym z holi hotelowych) - dzięki temu opłacała stancję w i mogła chodzić do Liceum Muzycznego. Oczywiście oceny niedostateczne zablokowały możliwość ukończenia szkoły muzycznej II stopnia i uzyskania zawodu, jak również przystąpienia do matury.
Po co muzykowi czy plastykowi - ludziom artystycznie uzdolnionym potrzebna jest rozbudowana wiedza z chemii, fizyki, matematyki czy wielu innych przedmiotów?
To pytanie zadaje sobie od lat, ponieważ nie powinno tak być, że matematyka na całe życie blokuje komuś możliwość studiów na Akademii Muzycznej czy Sztuk Pięknych!
Takie pytanie zadała mi moja córka, która jest obecnie studentka jednej z polskich Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Tkaniny i Ubioru.
Tak właśnie promuje się w dzisiejszej Polsce talenty... i niszczy się wartościową młodzież, bo statystyka jest ważniejsza. Kilka lat temu był pewien Minister Szkolnictwa, który znacznie uprościł matury i dał szanse wielu ludziom, aby robili to w życiu w czym są najlepsi, aby mogli spełniać marzenia i uczyć się z pasją przedmiotów, jakie ich interesują. Taka uproszczona matura jednak nie podobała się innym. Z czasem coraz bardziej ją utrudniano aż w tym roku doszło do paradoksu - 1/4 uczniów nie zaliczyła matury!!!
Moim zdaniem to skandal co się dzieje w szkolnictwie i z roku na rok mam coraz większy szacunek do praktycznego ministra, których choć dla kilku roczników uczynił te dogodność, iż wiele ludzi dziś jest na studiach i spełnia swoje marzenia ucząc się - szczególnie na kierunkach artystycznych - z pasją!
Czy chodzi o to aby utrudniać naszej młodzieży ile się da?
Ale po co?
Kiedyś też pracowałam w tej szkole, ale to były zupełnie inne czasy - wychodziliśmy z komuny. Jako nauczyciele przedmiotów zawodowych zawsze przegłosowaliśmy większością głosów nauczycieli z ogólnych przedmiotów i zdolny uczeń przechodził dalej i mógł skończyć szkołę. Dziś to wszystko się zmieniło. Moim zdaniem jest znacznie gorzej w większości szkół - również sprawa dotyczy noszenia tych ciężkich plecaków!
Mam wrażenie, że dziś nie liczy się człowiek. Dziś w szkołach najważniejsze są statystyki, papiery ile to zajęć pozalekcyjnych - tzw. kółek nauczyciel prowadzi, w ilu to konkursach szkoła brała udział. A ten biedny nauczyciel zamiast skupić się na przedmiocie nauczania, musi dodatkowo po godzinach przesiadywać na tym czy tamtym kółku i zmuszać uczniów do przychodzenia - ale są też jakieś dyżury w soboty i niedziele w niektórych szkołach (np. muzycznych) itd... Za te godziny szkoła nie płaci - to w ramach skromnej pensji. Nie dziwię się niezadowoleniu wielu nauczycieli i frustracji, która może się później odbić na naszych dzieciach... niestety.